Polub fanpage na FB

Poznań Spoza Kamery

Poznań Spoza Kamery

#polityka  #Poznań  #wybory  #samorząd  #inwestycje

Co słychać u Grobelnego, Lewandowskiego i spółki? Sprawdzamy 10 lat po politycznym trzęsieniu ziemi w Poznaniu

#Wybory 2014 #Poznań #Jacek Jaśkowiak #Ryszard Grobelny #Tadeusz Dziuba #Tomasz Lewandowski

SEWERYN LIPOŃSKI
30 listopada 2024

Jacek Jaśkowiak nadal rządzi Poznaniem. Ryszard Grobelny jeździ po kraju służąc dobrą radą innym samorządowcom. Tomasz Lewandowski wrócił z politycznych zaświatów i jest w rządzie Donalda Tuska, a Zygmunt Kopacz woli realizować się w biznesie. Sprawdzamy, co słychać u uczestników pamiętnych wyborów z 2014 r., które doprowadziły do sensacyjnej zmiany władzy w mieście.

Tak, to właśnie dziś mija dokładnie 10 lat od pamiętnego dnia, w którym Jacek Jaśkowiak pokonał Ryszarda Grobelnego w II turze wyborów prezydenckich w Poznaniu i zakończył jego 16-letnie rządy.

To była zmiana sensacyjna. Prezydent Grobelny zafundował wtedy swoim konkurentom prawdziwy wyborczy Black Weekend. I to podwójny: już w I turze zrobił wręcz szokującą przecenę własnych notowań...



...i już wtedy było jasne, że jego prezydentura jest poważnie zagrożona. Przed II turą Grobelny tracił, tracił, by w ostatni weekend listopada dokończyć promocję. Z takiej okazji Jaśkowiak, przy wsparciu lewicy, ruchów miejskich i innych krytyków prezydenta, po prostu musiał skorzystać.



Już w minionych latach napisałem o tamtych wyborach sporo. Tu znajdziecie 25 szerzej nieznanych ciekawostek z tamtej kampanii, z kolei tutaj - wyliczankę 40 rzeczy, o których jeszcze nie mieliśmy pojęcia w chwili, gdy Jaśkowiak wygrywał z Grobelnym.

Dziś, na 10-lecie tamtych wydarzeń, chciałbym zaproponować Wam coś innego.

Jak potoczyły się dalsze losy uczestników tamtych wyborów? Co później robili, gdzie wylądowali, czym zajmują się dziś? W niektórych przypadkach (np. Jacka Jaśkowiaka czy Tomasza Lewandowskiego) to wiedza powszechnie znana. Ale w paru innych - już niekoniecznie. Zapraszam.

Jacek Jaśkowiak: nadal rządzi Poznaniem
Ryszard Grobelny: doradza samorządowcom
Tadeusz Dziuba: po burzliwej karierze w NIK
Tomasz Lewandowski: wiceminister w rządzie Tuska
Anna Wachowska-Kucharska: lewicowa społeczniczka
Zygmunt Kopacz: skupił się na swoim biznesie
Maciej Wudarski: dyrektor w Aquanet Retencja
Bogdan Grobelny: inżynier na emeryturze




Cóż, chyba szczególnie Was nie zaskoczę wyjaśniając, że Jacek Jaśkowiak po wyborach w 2014 r. objął stanowisko prezydenta Poznania.

Już jednak większym zaskoczeniem było to, że pozostał w tym fotelu tak długo, bo właśnie leci mu trzecia kadencja. Jeśli wytrwa do jej końca – w roli prezydenta Poznania spędzi w sumie blisko 15 lat.

Czyli znacznie więcej niż deklarował w tamtej pamiętnej kampanii – wytykając "zasiedzenie" na stanowisku rządzącemu wówczas od 16 lat Grobelnemu.



- Tamte wybory bardzo mocno zmieniły moje życie, nie tylko zawodowe, ale i prywatne - przyznał Jaśkowiak w grudniu 2021 r., gdy robiłem materiał o tamtych wyborach do Rankingu 25-lecia WTK.

O prezydenturze Jaśkowiaka można by napisać książkę. I nie byłaby to broszurka.

Z nieopierzonego "świeżaka", który - wykorzystując sprzyjające okoliczności - z marszu wskoczył na całkiem eksponowane stanowisko, Jaśkowiak z biegiem lat przeistoczył się w polityka pełną gębą.

Został wiceszefem regionalnych struktur Platformy Obywatelskiej. Poznańska "Wyborcza" raz po raz rozpisywała się o jego konfliktach z Rafałem Grupińskim, Waldy Dzikowskim czy innymi partyjnymi kolegami.



Jednocześnie coraz głośniej spekulowało się, że prezydentura Poznania to dla Jaśkowiaka tylko przystanek w politycznej karierze, bo jego ambicje sięgają znacznie wyżej.

I faktycznie – raz Jaśkowiak podjął próbę przeskoczenia do większej polityki.

To było pod koniec 2019 r., gdy niespodziewanie znalazł się w „kopercie Schetyny”, rzucając wyzwanie Małgorzacie Kidawie-Błońskiej w prawyborach kandydata na prezydenta Polski.


Jednak po tym epizodzie Jaśkowiak nie poszedł za ciosem. Pozostał w samorządowej polityce. Nie wystartował w wyborach parlamentarnych - ani w 2019 r., ani w 2023 r. - zaś po tych ostatnich jego nazwiska nikt poważnie nie brał pod uwagę przy rządowych układankach.



Trzecia (i zarazem - zgodnie z obecnymi przepisami - ostatnia) kadencja Jaśkowiaka jako prezydenta Poznania zakończy się wiosną 2029 r. Co potem? Czy będzie jakoś kontynuował polityczną karierę, czy zgodnie z zapowiedziami wróci do biznesu, a może po prostu odpocznie? To na razie zagadka.

Tak na marginesie, w Poznaniu jest jedna osoba gotowa opowiedzieć, co można robić po długiej, kilkunastoletniej prezydenturze...




- Gdybym miał powiedzieć, jak wspominam te wybory z 2014 r., to powiedziałbym, że z wdzięcznością - zaskakuje mnie Ryszard Grobelny. Choć szybko dodaje: - Co oczywiście nie znaczy, że wtedy chciałem przegrać, broń Boże. Po prostu mam wrażenie, że moja osobista jakość życia się poprawiła.

Ze stanowiskiem Grobelny pożegnał się bez zbędnych napięć. Zaprosił Jaśkowiaka na cotygodniowe poranne zebranie z najważniejszymi urzędnikami. Zrobił też osobne pożegnalne spotkanie z dziennikarzami.


Krótko potem m.in. wrócił do pracy w Instytucie Geografii Społeczno-Ekonomicznej i Gospodarki Przestrzennej na UAM (wcześniej, będąc prezydentem, był tam na bezpłatnym urlopie). Miał też więcej czasu na realizację sportowych pasji, które mocno rzucały się w oczy już w końcówce jego prezydentury, ale dopiero po niej Grobelny rozkręcił się na dobre.

Kampania była wyczerpująca. Np. od dwóch miesięcy nie miałem czasu, żeby trenować. Teraz torba jest uszykowana i właśnie wybieram się na pierwsze treningi

Ryszard Grobelny, z wywiadu dla "Gazety Wyborczej", z grudnia 2014 r.



Zdołał ukończyć Ironmana w triathlonie na pełnym dystansie (3,8 km pływania, 180 km na rowerze, 42 km biegiem) - to jesienią 2016 r. w Barcelonie:



Z kolei dwa lata temu wskoczył na podium mistrzostw Polski na "połówce" Ironmana w swojej kategorii wiekowej. Wciąż regularnie startuje w poznańskim maratonie i półmaratonie.

To bynajmniej nie znaczy, że Grobelny zrobił sobie wolne od pracy. Już w 2015 r. rozkręcił własną działalność skupioną na doradzaniu samorządom.

Trochę się z tego na początku śmialiśmy, zwłaszcza gdy firma Grobelnego rozesłała swoją ofertę m.in. do... poznańskiego urzędu miasta (prezydent Jaśkowiak nie zdecydował się skorzystać), albo gdy Grobelny objawił się w Kołobrzegu jako ekspert od rozwoju miasta.



Teraz - choć indywidualnie wciąż zdarza mu się poprowadzić szkolenie czy konsultacje - skupia się na działalności w Związku Miast Polskich:

- To projekty związane z przygotowaniem strategii, programów rozwojowych, przygotowaniem do pozyskania środków unijnych. Robimy je dla takich, nazwijmy to, słabszych samorządów - które np. są na zmarginalizowanych obszarach lub tracą swoje funkcje społeczno-gospodarcze. Tego w Polsce jest sporo. Teraz wchodzę też w nowy projekt związany z energetyką odnawialną.

Z kolei związana z ZMP Fundacja Miasto (Grobelny jest jej prezesem) sporządza dla samorządów tzw. raporty o stanie miasta czy gminy. To nowinka wprowadzona w 2019 r. - każdy samorząd co roku wiosną musi przedstawić taki raport. Duże miasta radzą sobie z tym same. Mniejsze samorządy już nie zawsze, i dlatego - jak zaznacza Grobelny - potrzebują w tym wsparcia.

Były prezydent szacuje, że doradzał już łącznie kilkuset różnym samorządom, sporo przy tym jeżdżąc po Polsce. Zdarzało mu się pokonywać autem około 60 tys. km rocznie. Po pandemii tych wyjazdów jest mniej, dużo robi się zdalnie, ale szczególnie jesienią tego roku Grobelny nie narzeka na brak zajęć: - Moja żona mówi, że tak mało wolnego czasu nie miałem nawet wtedy, gdy byłem prezydentem.

Poza codzienną pracą Ryszard Grobelny nadal udziela się w Fundacji im. Macieja Frankiewicza (jego wieloletniego zastępcy i bliskiego współpracownika, zmarłego tragicznie w 200 9 r.) - zasiadając w kapitule przyznającej coroczną nagrodę im. Frankiewicza.

No dobra... a co z polityką? Nie zapominajmy, że Grobelny w kadencji 2014-2018 był jeszcze radnym sejmiku, do którego wystartował jako lider własnego komitetu Teraz Wielkopolska, a w obliczu niespodziewanej porażki w rywalizacji o prezydenturę - zdecydował się objąć mandat.

Jeszcze jesienią 2018 r. Grobelny na chwilę próbował wrócić do miejskiej polityki - choć bardziej jako wsparcie dla Jarosława Pucka kandydującego wówczas na prezydenta.



To było takie symboliczne i definitywne domknięcie obecności Grobelnego w poznańskiej polityce. Jako kandydat do rady miasta były prezydent szału nie zrobił (nieco ponad 2 tys. głosów przy wysokiej frekwencji i brak mandatu).

Przepadli też inni byli współpracownicy Grobelnego. Z rady miasta zniknął w efekcie mały, ale głośny klub Poznański Ruch Obywatelski, który wcześniej przez cztery lata często bronił dorobku byłego prezydenta, krytykując zmiany wprowadzane przez Jaśkowiaka.

Dziś Grobelny przekonuje, że wcale nie ma "złych konotacji" związanych z przegranymi wyborami w 2014 r.: - Należę do ludzi, którzy niespecjalnie lubią patrzeć w przeszłość, zdecydowanie wolę patrzeć w przyszłość. Nie rozpamiętuję.

Przypuszcza jednak, że w dzisiejszej polityce trudno byłoby mu się odnaleźć, bo jego zdaniem poszła w złym kierunku. Co dokładnie ma na myśli? Poziom konfliktu, nieprawidłowości, zachowań "trudnych do zaakceptowania". Zarówno w krajowej, jak i lokalnej polityce. Ale to już temat na osobną dyskusję.




Z pozoru po wyborach w 2014 r. (w których – przypomnijmy – o mało nie wypchnął Jaśkowiaka z udziału w II turze!) dla Tadeusza Dziuby zmieniło się niewiele. Pozostawał posłem i nadal kierował poznańskimi strukturami PiS.

Zapowiedział przy tym, że już więcej ubiegać się o prezydenturę Poznania nie będzie.

Zresztą na horyzoncie były już zupełnie inne cele. Pół roku później Dziuba otwierał w poznańskim sztabie PiS szampana, gdy okazało się, że Andrzej Duda nieoczekiwanie wygrał wybory prezydenckie.



Kilka miesięcy później Dziuba i spółka świętowali kolejny raz – tym razem już bardziej spodziewane zwycięstwo w wyborach parlamentarnych.

Z posła opozycji - Tadeusz Dziuba stał się wpływowym politykiem obozu rządzącego.

Toczył przy tym nieustanną wojenkę z innym poznańskim posłem PiS - Bartłomiejem Wróblewskim. Do dziś zastanawiam się, jak obaj panowie byli w stanie dzielić wspólne biuro poselskie przy Św. Marcinie, bo ich wzajemną niechęć dawało się łatwo zauważyć.

Jej apogeum nastąpiło przed wyborami samorządowymi w 2018 r. Prezes Dziuba forsował i wspierał kandydaturę Tadeusza Zyska. Tyle że na prezydenta Poznania chciał też startować Wróblewski, który rok przed wyborami zaczął wręcz prowadzić własną, alternatywną kampanię.

- W naszych szeregach są koledzy, których ambicje nie wygasły - pieklił się Dziuba w rozmowie z "Głosem Wielkopolskim". Ale to on wyszedł z tego zwarcia zwycięsko. Kandydatem PiS na prezydenta Poznania został nie Wróblewski, tylko Zysk.



Jednak potyczki z Wróblewskim to był dopiero przedsmak tego, co czekało Dziubę po wyborach w 2019 r., gdy nie udało mu się ponownie wejść do Sejmu.

Partyjni koledzy i koleżanki wybrali go wtedy na wiceprezesa Najwyższej Izby Kontroli. A tam już rządził Marian Banaś, który zaraz potem "zerwał się ze smyczy", gdy partia odcięła się od niego i próbowała go skłonić do dymisji po głośnej aferze z kamienicą i pokojami na minuty.

Mimo że to właśnie Banaś zaproponował Dziubę na swojego zastępcę - gdy tylko drogi "pancernego Mariana" i PiS zaczęły się rozchodzić, między obydwoma panami wybuchł potworny, wielomiesięczny konflikt.

Co tam się działo! Było odbieranie kompetencji i nadzoru nad poszczególnymi kontrolami, zarzuty dotyczące nacisków na kontrolerów czy manipulowania wynikami, wreszcie - wzajemne donosy do prokuratury.

Marian Banaś do dziś pozostaje szefem NIK-u. Natomiast wiceprezes Dziuba, którego - w przeciwieństwie do prezesa - dużo łatwiej było odwołać, stracił stanowisko krótko po zmianie władzy.



Co po zakończeniu pracy w NIK-u robi Tadeusz Dziuba? Nie udało mi się z nim porozmawiać. Nie odbierał ode mnie telefonu, a na SMS-a z prośbą o kontakt i wzmianką, że szykowany tekst będzie miał związek z wyborami w 2014 r., odpisał krótko: "Stare dzieje. Lepiej myśleć o przyszłości".

To, że Dziuba wciąż jest na bieżąco z różnymi politycznymi sprawami, widać choćby po jego Twitterze koncie na portalu X. Regularnie podaje tam różne tweety, linki do tekstów, czasami podzieli się własnym komentarzem - np. o Niemcach, Unii Europejskiej czy o polskiej armii.




Jego droga z poznańskiego samorządu do rządu Donalda Tuska pełna była wzlotów i upadków.

Zaraz po bardzo dobrym wyniku w wyborach w 2014 r. (uzyskał wtedy 16,6 proc.) Lewandowski wspierał Jaśkowiaka przed II turą, liczył na fotel zastępcy prezydenta i koalicję PO z SLD w radzie miasta, jednak ten plan początkowo upadł.

Dopiero pół roku po wyborach porozumienie doszło do skutku. Najpierw do ekipy Jaśkowiaka z rekomendacji lewicy dołączył Arkadiusz Stasica (były prezes PTBS), zaś latem 2016 r. fotel zastępcy prezydenta przejął sam Lewandowski, stając się de facto kimś w rodzaju "miejskiego wicepremiera".

W międzyczasie on i jego współpracownicy rozstali się z pogrążonym wtedy w kryzysie SLD. Tomasz Lewandowski, Katarzyna Kretkowska i spółka postawili na Inicjatywę Polską - nową partię Barbary Nowackiej.

Sielanka współrządzenia Poznaniem nie trwała jednak wiecznie. Do wyborów prezydenta Poznania w 2018 r. Lewandowski stawał w dość niezręcznej roli - bo jako bliski współpracownik Jaśkowiaka i zarazem w kontrze do niego.

Tym razem ugrał tylko 7,8 proc., zaś do rady miasta lewica wprowadziła zaledwie dwie osoby, co posłużyło Jaśkowiakowi jako pretekst do pozbycia się Lewandowskiego ze stanowiska wiceprezydenta.

Wówczas polityczna kariera lidera poznańskiej lewicy znalazła się na dużym zakręcie. Zwłaszcza że przyjął propozycję, by zostać prezesem ZKZL-u, co z politycznego punktu widzenia było ogromną degradacją. Napisałem wtedy, że Lewandowski dał się Jaśkowiakowi zwasalizować...



...o co zresztą sam zainteresowany się bardzo zirytował, gdy krótko potem mieliśmy okazję rozmawiać w jego nowym gabinecie. Dziś przyznaje, że miewał wtedy chwile zwątpienia, czy jeszcze zdoła zaistnieć w polityce. Ale dostrzega też plusy:

- To był fajny okres, gdy mogłem więcej czasu poświęcić na swoje zainteresowania i przede wszystkim na rodzinę. Polityka jest złodziejem czasu. I jest w tym zakresie bezwzględna. A wtedy miałem mniej obowiązków partyjnych czy politycznych. Kończyłem pracę w spółce, wracałem do domu i zamykałem tę "zawodową" część dnia.

Polityczne ścieżki Lewandowskiego z ekipą Nowackiej też w międzyczasie się rozeszły, gdy Inicjatywa Polska została wchłonięta przez Koalicję Obywatelską.

Przełom i powrót Lewandowskiego do świata żywych do politycznego życia umożliwiło dopiero... fiasko projektu Roberta Biedronia, w wyniku czego Wiosna musiała w końcu połączyć siły z SLD, tworząc Nową Lewicę.



Tym razem intuicja Lewandowskiego nie zawiodła - postanowił wskoczyć na okręt, który najpierw dał mu powrót do poznańskiej rady miasta, a finalnie również stanowisko w ministerstwie. W tym tygodniu był wśród polityków Lewicy, którzy prezentowali jej nową strategię mieszkaniową.

Czy chciałby zostać w stolicy na dłużej i np. spróbować swoich sił w wyborach parlamentarnych?

- Zawsze było mi bliżej do Poznania. Ale niczego nie wykluczam - odpowiada Lewandowski jak rasowy polityk. Dotąd startował do parlamentu tylko raz, bardzo dawno temu, bo w 2007 r. Wtedy - bez powodzenia.

Dodajmy, że jako wiceminister Lewandowski wciąż pozostaje poznańskim radnym, co jest dość rzadkim przypadkiem (choć nie zupełnie niespotykanym - np. w zeszłej kadencji role wiceministra i radnej Warszawy łączyła Olga Semeniuk-Patkowska, a obecny wiceminister zdrowia Marek Kos nadal zasiada w lubelskim sejmiku).




Jedyna kobieta w tym gronie startowała w 2014 r. jeszcze pod szyldem własnego komitetu. Jednak później weszła bardziej w politykę i związała się z Partią Razem (obecnie Lewica Razem).

Z jej ramienia startowała w wyborach parlamentarnych w 2015 r. i 2019 r. - w tym drugim przypadku było to już w ramach szerszego komitetu Lewicy. Tak samo jak start do rady miasta w 2018 r.

Z kolei wiosną 2019 r. była kandydatką do Parlamentu Europejskiego - tu akurat Lewica Razem zawiązała pakt m.in. z Unią Pracy, co sprawiło, że Anna Wachowska-Kucharska wylądowała na jednej liście z Waldemarem Witkowskim.

Wszystkie te starty łączyło jedno - dla Wachowskiej-Kucharskiej kończyły się niepowodzeniem. Szczególnie AWK mogła żałować przegranej do rady miasta, gdy zdobyła blisko 2,5 tys. głosów, ale cała lista Lewicy w tym okręgu okazała się za słaba i nie dała żadnego mandatu.

Dziś Anna Wachowska-Kucharska formalnie wciąż należy do Lewicy Razem. Zapowiada, że niebawem zrezygnuje z członkostwa, choć zaznacza, że jest "mocno zdystansowana" wobec ostatnich sporów w partii i nie to jest powodem.

- Mam zamiar się wypisać. To oczywiście nie wyklucza, że w wielu aspektach będę zdecydowanie kibicować tym młodym ludziom, którzy będą się upominać o sprawiedliwość społeczną - podkreśla i precyzuje, że chodzi jej zwłaszcza o kwestie mieszkaniowe: - Młode osoby w Polsce stoją przed odwiecznym dylematem braku mieszkania. Ani PiS, ani Platforma nic im w tej sprawie nie zaoferowały.

Co prawda Wachowska-Kucharska wciąż udziela się społecznie (m.in. współpracuje z Poznańską Garażówką w niesieniu pomocy imigrantkom), ale już nie w radzie osiedla Naramowice, w której dawniej zasiadała przez dwie kadencje.

Jednak wiosną 2019 r. przegrała wybory do rady. I to właśnie z powodu tych wyborów, a konkretnie poprzedzającego je incydentu, o dawnej kandydatce na prezydenta znów zrobiło się wtedy głośno.

Co dokładnie zaszło między Anną Wachowską-Kucharską a Pawłem Sową po sesji rady osiedla w lutym 2019 r. - tak naprawdę wiedzą tylko oni sami. Nie było nagrania wideo. Nawet relacje świadków w mediach czy w internecie różniły się w zależności od tego, czyją stronę ci świadkowie trzymali.

Sprawa trafiła do sądu - a właściwie nawet do kilku sądów. Sowa pozwał AWK o zniesławienie, oboje wytoczyli sobie też procesy cywilne o naruszenie dóbr osobistych. Dodatkowo Wachowska-Kucharska zawiadomiła prokuraturę (ta jednak po jakimś czasie umorzyła sprawę).

Sądy koniec końców uznały, że nie ma dowodów, jakoby Sowa uderzył Wachowską-Kucharską. Była już radna osiedla musiała m.in. opublikować przeprosiny w mediach i na portalach społecznościowych.

Sprawa była na tyle głośna, że Sowie osobiście pogratulował prezydent Jaśkowiak (o dawnej koleżance z My-Poznaniaków napisał: "Nigdy w życiu nie spotkałem się z takim zacietrzewieniem w polityce"), z kolei Wachowską-Kucharską wsparły różne organizacje kobiece, uznając wyroki sądów za kolejny triumf patriarchatu i dowód dyskryminowania ofiar przemocy.

Byłoby jednak sporą niesprawiedliwością sprowadzać całą działalność Anny Wachowskiej-Kucharskiej z ostatnich lat głównie do tego jednego incydentu.

Jako jedna z nielicznych nagłośniła np. masowe wycinki drzew przy budowie trasy tramwajowej na Naramowice. Kilka lat później mieszkańcy licznie stanęli w obronie kilkudziesięciu leszczyn przy ul. 27 Grudnia. Ale gdy na Winogradach i Naramowicach wycinano ich około 5 tys. (!) - poza AWK mało kto się tym zainteresował.

- To były m.in. piękne, stare kasztany. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie denerwują mnie też doniesienia o kolejnych wycinkach. To brak myślenia o przyszłości. To mnie strasznie wkurza - mówi wprost.

Protestowała też przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego (tu akurat, rzecz jasna, jako jedna z wielu) po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w 2020 r. A dwa lata później - jako przedstawicielka Lewicy Razem krytykowała plan organizacji marszu niepodległości w Poznaniu.



Dziś Anna Wachowska-Kucharska jest już mniej widoczna w polityce czy w mediach. Nie startowała w ostatnich wyborach samorządowych. Skupia się na prowadzeniu własnej działalności gospodarczej. Nadal jednak aktywnie komentuje różne wydarzenia - głównie na FB - regularnie zabierając głos m.in. w sprawach praw kobiet, migrantów na granicy, ochrony środowiska czy ofiar wojny izraelsko-palestyńskiej.

Co do własnego startu w wyborach z 2014 r. - ma mieszane uczucia. Z jednej strony udało jej się przebić do publicznej dyskusji z kilkoma bliskimi jej tematami. Z drugiej strony - ma wrażenie, że poza tym "nic większego się nie wydarzyło". Rządami Jaśkowiaka jest wyraźnie rozczarowana.

Czy wobec tego żałuje poparcia udzielonego JJ przed II turą w pojedynku z Grobelnym?

- To był taki moment, w którym wydawało się, że to pozytywny krok do przodu. Jak okazało się po latach... absolutnie można tego żałować - podsumowuje gorzko i bez ogródek Anna Wachowska-Kucharska.




Na czas wyborów w 2014 r. stał się poznańską twarzą Kongresu Nowej Prawicy. Partia Janusza Krowin-Mikke była akurat na fali - parę miesięcy wcześniej udało jej się wprowadzić kilkoro posłów do Parlamentu Europejskiego.

Kandydaturę Kopacza na prezydenta miasta Korwin polecał osobiście podczas wizyty w Poznaniu. Sam Kopacz, przedsiębiorca z branży IT, w rozmowie z "Wyborczą" snuł wizje miasta zarządzanego jak firma.



W wyborach jednak szału nie zrobił - ani w tych na prezydenta (3,8 proc. głosów), ani do rady miasta (716 głosów w okręgu), ani rok później, gdy wystartował do Sejmu jako lider partii KORWiN w okręgu kalisko-leszczyńskim (niecałe 6,9 tys. głosów; komitet nie przekroczył progu w skali kraju, ale nawet gdyby przekroczył - Kopacz posłem by nie został).

Ciekawostka: z tej samej listy kandydowała wtedy Ewa Zajączkowska (jeszcze bez drugiego nazwiska Hernik), która dziś jest jedną z twarzy Konfederacji i europosłanką.



- Przygarnąłem ją wtedy na listę na ostatnie miejsce. Mieliśmy nawet wspólny plakat, którym sialiśmy zamęt, bo było na nim "Ewa" oraz "Kopacz", a przecież wtedy premierem była Ewa Kopacz - wspomina ze śmiechem Zygmunt Kopacz.

Dla Zajączkowskiej to był początek politycznej kariery. Dla Kopacza - w zasadzie jej koniec.

- Faktycznie po jednych, drugich, trzecich wyborach skoncentrowałem się na biznesie - przyznaje. Jest wiceprezesem firmy Open Nexus, opisuje ją jako największą w Polsce komercyjną platformę obsługującą przetargi: - Co trzeci przetarg jest na naszej platformie. Można powiedzieć, że przechodzi przez nas 8 proc. PKB.

Dlaczego wycofał się z polityki? Mówi, że po wyborach parlamentarnych w 2015 r. "nie widział już opcji dalszego pchania tego wózka z Korwinem na czele". Zresztą - jak zaznacza - dalsze wydarzenia i podziały to potwierdziły.

Dlatego cieszy się, że w końcu wyłonił się nowy przywódca, czyli Sławomir Mentzen. To właśnie jemu Kopacz teraz kibicuje i do jego frakcji w Konfederacji - czyli Nowej Nadziei - jest mu najbliżej.

Teraz, osobiście, Kopacz do żadnej partii już nie należy. Jednak podczas naszej rozmowy kilkukrotnie podkreśla, że poglądy mu się nie zmieniły: - Jestem konserwatywnym liberałem. Konserwatywny, jeśli chodzi o światopogląd, i liberalny w sprawach gospodarczych.

Start w wyborach na prezydenta Poznania Kopacz wspomina jako "niesamowite doświadczenie". Pytam go jeszcze, jak postrzega prezydenturę Jaśkowiaka i zmiany, jakie nastąpiły w Poznaniu po 2014 r.

- W kontekście rozwoju miasta nie mam jakichś dramatycznych uwag. Nie uważam Jaśkowiaka za złego zarządcę. Poznań stoi, nie zawalił się, parę inwestycji poszło do przodu. Ale nie zgadzam się z jego światopoglądem, np. z wydawaniem pieniędzy na tęczowe flagi. To są rzeczy, które bardzo mi nie leżą - komentuje Zygmunt Kopacz.




Zaraz po wyborach w 2014 r. okazało się, że spora rewolucja nastąpi nie tylko w życiu Jacka Jaśkowiaka, ale też w życiu jednego z jego konkurentów - Macieja Wudarskiego.

Nowy prezydent niespodziewanie postanowił, że to właśnie wywodzący się z ruchów miejskich Wudarski (z którym znali się jeszcze z czasów ruchu My-Poznaniacy) zostanie jego zastępcą. I to ważnym, bo odpowiedzialnym za takie działki jak transport, planowanie przestrzenne i zieleń w mieście.

Wiceprezydent Wudarski wytrwał na stanowisku całą kadencję. Z pewnością nie były to dla niego łatwe cztery lata. W podległych mu tematach co chwilę wybuchały jakieś spory, kontrowersje, awantury, z których Wudarski musiał się raz za razem tłumaczyć:



- Być może było tak, że miałem zbyt wiele obowiązków, może trzeba było to wszystko zorganizować jakoś inaczej - przyznaje dziś Wudarski. Ale zaraz dodaje, że mimo wszystko jest "bardzo zadowolony" z tych czterech lat pracy w urzędzie:

- To była z jednej strony ogromna satysfakcja z możliwości realizacji własnych postulatów czy pomysłów urzędników i radnych. To było ciekawe i motywujące. Z drugiej strony... to była praca niezwykle ciężka, po godzinach, z dużym napięciem.

To wszystko odbiło się czkawką podczas wyborów w 2018 r. Tym razem Wudarski nie był już kandydatem na prezydenta, ale całej koalicji Prawo do Miasta ciążyły jego działania (a w niektórych przypadkach - brak działań) w roli zastępcy Jaśkowiaka.

Efekt? Wudarski nie wszedł do rady miasta, a Jaśkowiak podziękował mu za dalszą współpracę, co już zresztą sugerował przed wyborami. Dziś były wiceprezydent mówi otwarcie, że przyjął tę decyzję "bez jakiegoś specjalnego wielkiego rozczarowania".

Zajął się na jakiś czas prowadzeniem własnej firmy związanej z planowaniem przestrzennym. Ale już wtedy po korytarzach przy pl. Kolegiackim krążyły pogłoski, że Jaśkowiak nie zostawi dawnego kompana tak zupełnie na lodzie, i że szykuje mu jakieś stanowisko związane z tzw. deszczówką.

Przyznam, że raz po raz zerkałem, czy nazwisko Wudarskiego nie wypłynie przypadkiem przy okazji jakiegoś naboru w urzędzie. Ale długo nic takiego się nie działo. Jedynie na początku 2019 r. były wiceprezydent trafił do zespołu przygotowującego rozwiązania w tym zakresie.

Pogłoski o Wudarskim potwierdziły się dopiero latem 2021 r. Tak późno, że... nikt z nas, dziennikarzy, nie zwrócił na to uwagi. Były wiceprezydent trafił wtedy do nowo powstającej spółki Aquanet Retencja. Z tym że nie został żadnym prezesem - jest "tylko" dyrektorem ds. rozwoju.

- Pion, za który odpowiadam, zajmuje się głównie sprawami związanymi z planowaniem przestrzennym - wyjaśnia Wudarski. Chodzi m.in. o współpracę z Miejską Pracownią Urbanistyczną, tak by w planach zagospodarowania znalazło się miejsce na retencję, zagospodarowanie wód opadowych czy też poprowadzenie kolektorów deszczowych.

Warto dodać, że choć Maciej Wudarski nie należy już do żadnych ruchów miejskich, to nadal udziela się - prywatnie - w bliskich mu sprawach rowerowych. Opowiada mi o nieformalnym zespole złożonym m.in. z miejskich urzędników oraz radnych osiedli Wola i Ogrody, który pracuje nad poprawą bezpieczeństwa dla rowerzystów na trasie z Ogrodów na Smochowice.




Możecie nie pamiętać, ale na prezydenta Poznania w 2014 r. startował nie tylko jeden Grobelny. Był też drugi. Którego kandydatura i kampania były dość... hmm... specyficzne.

Związany dawniej z Unią Polityki Realnej Bogdan Grobelny, mieszkający w Szczecinie, zresztą kandydował tam równolegle do rady miasta. Jego komitet w Poznaniu początkowo chciał się zarejestrować jako "lista Grobelnego" (komisarz wyborczy nie zgodził się i trzeba było jednak dopisać imię).

Już po wyborach jego rzecznik przyznał wprost, że chodziło o to, by wyborcy pomylili Grobelnych i zamiast na Ryszarda zagłosowali na Bogdana. Czy to się udało? Bogdan Grobelny dostał 2,8 tys. głosów - czyli niespełna 1,8 proc. Oczywiście nie wiemy, ile z tego to faktycznie były pomyłki.



Teraz - po 10 latach - udało mi się porozmawiać z Bogdanem Grobelnym.

- Życie powoli się toczy. Jestem już na emeryturze, ale realizuję się w moich różnych hobby - mówi Grobelny. Z zawodu jest inżynierem konstruktorem. Przekonuje, że kandydując na prezydenta Poznania miał pomysł, jak postawić na nogi zakłady Cegielskiego. Opowiada o swoich patentach, m.in. o silniku, który byłby znacznie lżejszy niż inne i spalałby dużo mniej paliwa:

- Mówi się u nas wiele o innowacyjności, ale to tylko kit, który się wciska. Gdy zgłosiłem to do NCBiR, to zostało to wycenione na 2 pkt ze 100 możliwych. Tam trzeba mieć zespół badawczy, kierownika, całą wielką machinę i miliony papierów.

Nasza blisko półgodzinna rozmowa to w dużej mierze właśnie narzekania Grobelnego na różne państwowe instytucje. To nie zaskoczenie, bo już w 2014 r. na stronach UPR można było przeczytać, że "dużą część życia spędza na walce z urzędem skarbowym o swoje pieniądze".

Podkreśla, że choć nie angażuje się już w politykę bezpośrednio, to jest na bieżąco z ważnymi tematami. Do wielu z nich co chwilę nawiązuje. Żartuje, że absolwenci Collegium Humanum powinni nosić tytuł "mgr CT", czyli "magister Collegium Tumanum".

Krytykuje dopłacanie do utrzymania różnych samorządowych instytucji, w tym "tego brzydkiego klocka", czyli otwartego niedawno Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Cieszy się z wygranej Donalda Trumpa w USA, bo "wreszcie będzie normalność".

A na polskim podwórku? Sławomir Mentzen to "nie jego bajka": - Już bliżej mi do [Grzegorza] Brauna i jego pomysłów - zaznacza. Chwali podejście Brauna do pandemii. Skarży się, że policja próbowała mu wlepić mandat za brak maseczki, choć wezwał ją, bo bez tej maseczki nie chcieli go obsłużyć w banku.

- Z przykrością patrzę, jak jesteśmy robieni w trąbę, zwłaszcza przez dziennikarzy głównego nurtu. Na wielu polach - uważa. Jako przykład podaje szkodliwość dwutlenku węgla. Zapowiada własne pomiary.

Musiałem oczywiście zapytać Bogdana Grobelnego, z czego wynikała jego dziwna kampania z 2014., która polegała w zasadzie na nieprowadzeniu żadnej kampanii i unikaniu zainteresowania wyborców oraz mediów.

- Jak pan chce, żeby ktoś panu zrobił remont w domu, to pan dopytuje, sprawdza, jaki fachowiec ma pomysł na ten remont itd. - mówi obrazowo Grobelny. I rozwija tę myśl:

- A jak się u nas odbywają wybory prezydentów? Wychodzi piękny "pan skarpetka", musi znać języki, nie wiem po co. Musi być ładny, wysoki, coś tam wyglądać albo pięknie mówić. Wtedy wybory wygrał Jaśkowiak, choć tak naprawdę nic nie wiedział, co i w jaki sposób chce zrobić.

Szczeciński Grobelny szczyci się, że on sam na kampanię w Poznaniu nie wydał ani złotówki. Jako wzór samorządowca podaje Stefana Oleszczuka - byłego burmistrza Kamienia Pomorskiego w latach 1990-1994 - którego nazywa swoim przyjacielem i z którym do dziś współpracuje m.in. w stowarzyszeniu Wolni Obywatele.

Zanim Bogdan Grobelny kandydował na prezydenta Poznania, startował w wielu innych wyborach, głównie u siebie w Szczecinie. Czy jeszcze kiedyś znów wystartuje? Odpowiada tajemniczo: - Niezbadane są wyroki boskie. Zdrowie mi dopisuje, wszystko jest możliwe, różnie się może zdarzyć.

Spodobał Ci się ten tekst? Możesz go udostępnić: