

SEWERYN LIPOŃSKI
26 listopada 2024
Rafał Trzaskowski ma szansę zrobić to, co nie udało mu się w 2020 r., choć prawybory wykazały też jego słabości. W Karolu Nawrockim niektórzy – na razie raczej na wyrost – widzą „nowego Dudę”. Taki, a nie inny wybór głównych pretendentów do pałacu prezydenckiego, nie pozostanie też bez wpływu na kampanię i wyniki Szymona Hołowni, Sławomira Mentzena czy kandydatki Lewicy.
(fot. Mikołaj Bujak / IPN; FB / Platforma Obywatelska Warszawa Wola; FB / Tobiasz Bocheński; FB / Przemysław Czarnek; FB / Radosław Sikorski; Marcin Białek / Wikipedia)
Dopiero co zakończyła się tegoroczna edycja TVN-owskiego „Top Model” - a już poznaliśmy rozstrzygnięcia kolejnych castingów. Tym razem, jeśli trzymać się tej konwencji, były to dwa kluczowe castingi do programu „Top Prezydent”.
Prezes PiS Jarosław Kaczyński jakiś czas temu szczegółowo wyliczał nawet warunki, jakie powinni spełniać modele kandydaci: „młody, wysoki, okazały, przystojny”, do tego z rodziną, znający języki i obyty międzynarodowo. Ostatecznie padło na Karola Nawrockiego.
W szeregach Koalicji Obywatelskiej długo zdawało się, że nieformalnym (i w zasadzie jedynym) warunkiem startu jest to, by być Rafałem Trzaskowskim, choć nie oglądając się na te reguły do gry wkroczył Radosław Sikorski i mieliśmy prawybory. Wygrane mimo wszystko wyraźnie przez Trzaskowskiego.
Znając już dwóch kandydatów, którzy niemal na bank zmierzą się ze sobą w II turze, i dorzucając znane już wcześniej nazwiska Sławomira Mentzena, Szymona Hołowni czy Marka Jakubiaka – można pokusić się o kilka wniosków przed nadchodzącą kampanią prezydencką.
Trzaskowski wzmocniony, ale i wypunktowany
Prawybory w Koalicji Obywatelskiej jednocześnie wzmocniły i osłabiły jej kandydata.
Z jednej strony: Rafał Trzaskowski zyskał mocną formalną „podkładkę” do kandydowania. Już nie będzie startować na podstawie mętnej argumentacji, że jest „jedynym oczywistym” i „naturalnym” kandydatem tylko dlatego, że zrobił dobry wynik w 2020 r.

ZOBACZ TAKŻE:
Wybory prezydenckie 2020. Jednak nie trzasło! Prezydent Andrzej Duda wygrywa plebiscyt, opozycja traci szansę
Teraz sprawa jest jasna: poparło go 75 proc. ludzi z Koalicji Obywatelskiej. Do tego same prawybory mogły być dla Trzaskowskiego niezłym przetarciem (wiece, wywiady, zabrakło tylko debaty) przed główną rozgrywką. Przy okazji pojawiły się sondaże, które wyraźnie stawiają go w roli faworyta całych wyborów.
Z drugiej strony – Radosław Sikorski zdążył wypunktować istotne słabości Trzaskowskiego. Wytykał mu mniejsze doświadczenie w polityce zagranicznej czy sprawach bezpieczeństwa. Do tego przeciwstawiał mu własny wizerunek twardego gracza, przyklejając wręcz Trzaskowskiemu łatkę „miękiszona”, jak nazwałby to Zbigniew Ziobro.
Wydaje się oczywiste, że Karol Nawrocki, ale – przed I turą – zapewne również inni kandydaci (w tym Szymon Hołownia) będą grać tymi argumentami, by podważyć prezydenckie kompetencje kandydata KO.
PiS gra na minimalizowanie strat w II turze
Potencjalnych nazwisk kandydatów na kandydata PiS zdążyło się namnożyć i przewinąć więcej niż najróżniejszych pomysłów na składkę zdrowotną w koalicji rządzącej.
Kogo tam nie było! Zależnie od dnia i godziny na liście kandydatów byli Mariusz Błaszczak, Mateusz Morawiecki, Tobiasz Bocheński (to mógł być ciekawy pojedynek z Trzaskowskim – rewanż za walkę o stolicę, tylko tym razem w skali całego kraju), Przemysław Czarnek, a nawet Zbigniew Bogucki czy Marcin Przydacz.
Jeszcze wcześniej – zanim prezes Kaczyński zdecydował, że musi to być facet – w grze były nazwiska Beaty Szydło i Elżbiety Witek. Krążyły też propozycje bezpartyjne i bardziej apolityczne: Witold Bańka, Karol Nawrocki czy nawet Radosław Piesiewicz.
Zaraz po wygranej Donalda Trumpa w USA zdawało się, że na faworyta wyrósł Czarnek…
.@CzarnekP: Skoro w USA, przy takim naporze ideologii lewackich, wygrał Trump, to w Polsce może być tak samo. @marcinfijolek: Czuje się Pan polskim Trumpem? @CzarnekP: Nawet krawat mam pod kolor... Ale nie garnę się do kandydowania.
— Graffiti_PN (@Graffiti_PN) November 7, 2024
Całość rozmowy: https://t.co/5TlYCBAA2e pic.twitter.com/65EFIQNhw2
...ale koniec końców padło na zupełnie inną opcję. Partia postawiła na Karola Nawrockiego, prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, który w dodatku ma być „kandydatem obywatelskim”.
To wyraźny znak, że PiS dostrzega szansę na przyciągnięcie wyborców spoza własnego elektoratu. Co zresztą w wyborach prezydenckich jest zupełnie naturalne – nie sposób ich wygrać bazując tylko na 30-40 proc. własnych sympatyków.
Mimo wszystko nie mogę oprzeć się wrażeniu, że głównym celem wystawienia Nawrockiego (i podkreślania jego rzekomej niezależności) jest zminimalizowanie strat pod kątem II tury. Tak żeby w razie porażki była ona bardziej w proporcjach 48-52 niż, powiedzmy, 45-55.
Nie zapominajmy przy tym o jednym – dokładnie takie samo wrażenie towarzyszyło 10 lat temu kandydaturze Andrzeja Dudy. Też w powszechnym odbiorze miał być tym, który „nie przegra za wysoko” z Komorowskim.
Nawrockiemu trudno będzie nawiązać do kampanii Dudy
A skoro o tym mowa – na prawicy zaczęło się już szukanie innych analogii.
Czyli że Nawrocki, tak jak niegdyś Duda, na dzień dobry mało znany. Niezgrany. Atut świeżości. Do tego niedoceniany, czy wręcz lekceważony, przez politycznych oponentów. Symbolicznie i nieprzypadkowo jego kandydaturę ogłoszono dokładnie w tym samym miejscu.
Dziękuję! ????????❤️ pic.twitter.com/f5NODMqQpR
— Karol Nawrocki (@NawrockiKn) November 24, 2024
Tyle że okoliczności są zupełnie inne niż przed wyborami w 2015 r. Wówczas byliśmy po ośmiu latach rządów koalicji PO-PSL. Twarzą tych rządów – trochę mimo woli – stał się urzędujący w pałacu prezydenckim Bronisław Komorowski. Którego sztab w dodatku totalnie zawalił kampanię.
Teraz koalicja rządzi dopiero od roku (no, w chwili wyborów będzie to półtora roku). Mimo różnych tarć czy wycofywania się z obietnic – daleko jej do takiego wypalenia jak w przypadku PO z 2015 r.
Wyniki wyborów samorządowych i późniejszych eurowyborów pokazały, że w defensywie wciąż jest bardziej PiS, który jesienią zeszłego roku stracił władzę przy rekordowej frekwencji wyborczej.

ZOBACZ TAKŻE:
Wybory 2023. PiS igrał, igrał... aż się doigrał i przerżnął wybory. Zachodnia Polska powiedziała "dość"
Sprawy Nawrockiemu nie ułatwi też fakt, że nie będzie występować w kontrze do urzędującego prezydenta (inaczej niż Duda z 2015 r.). Przeciwnie – to rywale będą próbowali sklejać go z Dudą i obciążać go różnymi jego grzechami. A także przedstawiać jako kontynuatora „hamulcowych” działań wobec obecnego rządu.
Już na dzień dobry Nawrocki ma pod górkę. Jego przemówienie, delikatnie mówiąc, nie porwało. Zwłaszcza gdy raz po raz musiał zerkać w kartkę. Teraz porównajcie sobie to z wystąpieniem Andrzeja Dudy, gdy w lutym 2015 r. inaugurował kampanię, albo choćby z jeszcze wcześniejszym, gdy ogłaszano jego kandydaturę.
Złe wieści dla Lewicy, tlen dla Hołowni (i dla Mentzena?)
Gdyby prawybory KO wygrał Radosław Sikorski – z takiego obrotu spraw być może najbardziej, obok Romana Giertycha i spółki, cieszyłaby się… Lewica.
Kandydat z konserwatywnego skrzydła Platformy (już nie mówiąc o całej Koalicji Obywatelskiej), z przeszłością w PiS, pewnie byłby nie do przełknięcia dla niektórych wyborców o centrolewicowych poglądach.
Tak sobie myślę, że mogli to mieć z tyłu głowy zarówno Aleksander Kwaśniewski...
Dziękuję Panie Prezydencie!#BoCzasySięZmieniły pic.twitter.com/5ao23JFDzA
— Radosław Sikorski ???????????????? (@sikorskiradek) November 19, 2024
...jak i Grzegorz Napieralski, gdy dość niespodziewanie poparli w tym prawyborczym boju właśnie Sikorskiego. Może po cichu upatrywali w tym zwiększenia szans dla lewicowego kandydata bądź kandydatki?…
Tymczasem padło na Rafała Trzaskowskiego. Który w podbieraniu lewicowych wyborców ma niemałe doświadczenie. Przypomnijmy tylko, co zrobił z Robertem Biedroniem już w I turze wyborów w 2020 r.:

- Wessał go jak odkurzacz – komentował wtedy jeden z polityków PiS w rozmowie z „Wyborczą”.
Potwierdzały to dane z exit poll. Wynikało z nich, że 7-8 proc. wyborców Trzaskowskiego z I tury nieco ponad pół roku wcześniej – w wyborach parlamentarnych w 2019 r. – oddało głos na Lewicę.
W przeliczeniu dawało to ok. 440 tys. głosów. Czyli praktycznie tyle samo, ile uzyskał sam Biedroń. Czyli – w uproszczeniu – można powiedzieć, że Trzaskowski już w I turze odebrał kandydatowi Lewicy mniej więcej połowę (!) lewicowych wyborców. Podobnie może być i teraz.
Wybór Trzaskowskiego oznacza z kolei tlen dla Szymona Hołowni. Daje mu pole do działania wśród wyborców Trzeciej Drogi, nie tylko jego własnej Polski 2050, ale i PSL.
Tacy centroprawicowi wyborcy à la Marek Sawicki – którzy nigdy nie zagłosują na Trzaskowskiego – w I turze zapewne z przyjemnością poprą Hołownię. Gdyby startował Sikorski – nie byłoby to takie oczywiste.
Ciekawa jest sytuacja ze Sławomirem Mentzenem. Konfederaci z pozoru powinni być zadowoleni, że PiS zrezygnował z wystawienia znanego z radykalnych prawicowych poglądów Czarnka.
Ale Karol Nawrocki – jak zauważył Robert Walenciak w sobotnim programie Cztery Strony Prasy – wcale nie musi okazać się „lightowym” kandydatem. Do tego jego dotychczasowa działalność – historia, patriotyzm, żołnierze wyklęci itd. – niebezpiecznie pokrywa się z katalogiem spraw ważnych dla Konfederacji.
Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że Mentzen to lider Nowej Nadziei, skupionej bardziej na wolnościowych niż patriotycznych postulatach (inaczej niż np. Krzysztof Bosak związany z Ruchem Narodowym). Nie sprzyja mu też raczej fakt, że Nawrocki został szefem IPN głosami nie tylko PiS, ale m.in. również Konfederacji.
Na razie Mentzen bardziej niż w Nawrockiego zdaje się uderzać w Trzaskowskiego:
Stawką tych wyborów jest też to, czy przyszły prezydent będzie chodził w paradzie równości, czy w Marszu Niepodległości.#TęczowyRafał #Mentzen2025 pic.twitter.com/vWDigvJeCC
— Sławomir Mentzen (@SlawomirMentzen) November 25, 2024
Niech się Pan, Panie Karolu nie przejmuje. Mi też kiedyś nie wyszło przemówienie. Jeszcze będzie lepiej.
— Sławomir Mentzen (@SlawomirMentzen) November 24, 2024
Liczę na zdrową i uczciwą rywalizację.
Niech wygra lepszy!
Konfederacji, krytycznej wobec ośmiu lat rządów ekipy Zjednoczonej Prawicy, trudno będzie też bezpośrednio obciążać Nawrockiego tymi grzechami. Z tego punktu widzenia rywalem wymarzonym dla konfederatów (i pewnie nie tylko dla nich...) byłby Mateusz Morawiecki.
Zdawał sobie z tego sprawę Jarosław Kaczyński, skoro już pod koniec wakacji - w rozmowie z Radiem Maryja - de facto skreślił byłego premiera z listy potencjalnych kandydatów na prezydenta.
Szykuje nam się trochę deja vu z 2020 r.
Oczywiście nie chodzi o pandemiczne obostrzenia ani próby zorganizowania wyborów „kopertowych”.
Po prostu pierwszy raz zdarza się, że w wyborach prezydenckich startuje tylu kandydatów, którzy liczyli się też poprzednim razem:
Tak w ogóle to w #wyboryprezydenckie2025 szykuje nam się trochę deja vu z 2020 r. Start zadeklarowało już 3 ówczesnych kandydatów, którzy wtedy mieli w I turze aż 8,6M głosów (@trzaskowski_ 5,9M + @szymon_holownia 2,7M + @jakubiak_marek 34 tys.). A start rozważa też @W_Witkowski_
— Seweryn Lipoński (@SewekLiponski) November 25, 2024
Ta lista już chyba bardziej nie urośnie. Prezydent Duda już nie może startować, Kosiniak wspiera Hołownię, a fatalny wynik z 2020 r. mocno podkopał pozycję Biedronia na Lewicy, które w tej chwili poszukuje bardziej kandydatki niż kandydata.
Mimo wszystko kandydaci, których poprzednim razem już w I turze poparło łącznie 8,6 mln ludzi – to robi wrażenie. Co prawda udział Jakubiaka wydaje się tu symboliczny. Ale już Trzaskowski znów będzie pewniakiem do II tury, w której znów sporo mogą ważyć głosy wyborców Hołowni.
Wtedy część wyborców ówczesnej opozycji krytykowała Hołownię za brak jednoznacznego poparcia dla Trzaskowskiego przed II turą. Jednak jego wyborcy takiego wskazania chyba nie potrzebowali. Według exit poll – aż 86 proc. zagłosowało w dogrywce na Trzaskowskiego.
Wtedy kandydatowi KO do Dudy zabrakło nieco ponad 400 tys. głosów. Tym razem głosy sympatyków Hołowni mogą mu dać wygraną.
Zresztą nawiązań do tamtej kampanii będzie więcej. Sam Trzaskowski już przypomina tamte dni i tamte wiece (swoją drogą - to rzadki i ciekawy przypadek, by polityk chwalił się... przegranymi wyborami). Brakuje tylko hasła: „Mamy dość!” – które wtedy często i gęsto padało na spotkaniach Trzaskowskiego z wyborcami. Teraz, siłą rzeczy, padać raczej nie będzie. Chyba że w odniesieniu do samego prezydenta Dudy.
Ta kampania, wbrew pozorom, może nie być aż tak brutalna
Ten ostatni wniosek może być nieco zaskakujący. Wszak od ładnych paru lat, przed każdymi kolejnymi wyborami, słyszymy niezmiennie, że będą to wybory „najważniejsze”, a poprzedzająca je kampania będzie „wyjątkowo brutalna”.
Tak było przed wyborami prezydenckimi w 2020 r., później parlamentarnymi w 2023 r., zdawałoby się więc, że tegoroczna gra o pałac prezydencki znów będzie batalią „o wszystko” i wszelkie chwyty będą dozwolone.
Tak zapewne byłoby – gdyby naprzeciwko siebie stanęli Radosław Sikorski i Przemysław Czarnek.
Tak, to byłoby prawdziwe starcie wagi ciężkiej, takie w stylu Mike’a Tysona i Evandera Holyfielda, gdy w trakcie słynnej walki jeden odgryzł drugiemu kawałek ucha.
Tymczasem partie postawiły na kandydatów o nieco innej charakterystyce.
Trzaskowski? Oczywiście doświadczony, zaprawiony w wyborczych bojach, ale nawet Sikorski – jak już powiedzieliśmy – wytykał mu zbyt miękki charakter. I pewne symptomy już są. Podczas wizyty we Wrocławiu Trzaskowski, zamiast wziąć na klatę niewygodne pytania o Jacka Sutryka, po prostu uciekł przed dziennikarzami.
Nawrocki? Co prawda były bokser, więc z pozoru świetnie wpisuje się w tę konwencję, ale przecież (przynajmniej według deklaracji) ma być „obywatelskim” kandydatem. Zapowiada nawet zakończenie wojny polsko-polskiej.
Nawet jeśli to tylko pic na wodę - to prowadzenie ostrej, bezpardonowej, brutalnej kampanii przeciw Trzaskowskiemu czy komukolwiek innemu byłoby totalnym zaprzeczeniem tych słów. Chociaż... nie takie wolty już w polskiej polityce widzieliśmy.

Spodobał Ci się ten tekst? Możesz go udostępnić: