Polub fanpage na FB

Poznań Spoza Kamery

Poznań Spoza Kamery

#polityka  #Poznań  #wybory  #samorząd  #inwestycje

Dziewiąta rocznica triumfu Jaśkowiaka. 25 ciekawostek z jego wygranej z Grobelnym, których możecie nie znać

#Poznań #Jacek Jaśkowiak #Ryszard Grobelny #wybory 2014 #Platforma Obywatelska #prezydent Poznania

SEWERYN LIPOŃSKI
30 listopada 2023

W tamtej kampanii Jacek Jaśkowiak długo wydawał się zagubiony. Stał po autograf od Ryszarda Grobelnego, jego nazwisko potrafiło podać ledwie 3 proc. poznaniaków, nie kojarzyła go nawet Ewa Kopacz. Gdyby wtedy postawił u bukmachera na własne zwycięstwo - mógłby wygrać nawet milion złotych. Wszystko zmieniło się po I turze wyborów.

To było prawdopodobnie najważniejsze polityczne wydarzenie w najnowszej historii Poznania. Zupełnie nieoczekiwany finał 16-letniej epoki Ryszarda Grobelnego... i zarazem początek rządów (jak już dziś wiemy - co najmniej 10-letnich) Jacka Jaśkowiaka.



Tak się złożyło, że wówczas - jako dziennikarz poznańskiej "Wyborczej" zajmujący się samorządem i lokalną polityką - trafiłem właśnie na ten moment. Tamtą kampanię relacjonowałem z bliska. Czasami - z bardzo bliska.



Dlatego dziś, pozwólcie, garść ciekawostek i zakulisowych obrazków sprzed dziewięciu lat. Niektóre ciekawie wyglądają z dzisiejszej perspektywy. Sami zobaczcie.

1. Dla Jacka Jaśkowiaka wcale nie był to debiut w wyborach na prezydenta Poznania. Nie wszyscy pamiętają, że startował już w 2010 r., tyle że jeszcze nie jako kandydat Platformy Obywatelskiej. Kandydował wtedy pod szyldem ruchu społecznego My-Poznaniacy.

- Dwanaście lat to wystarczający okres, żeby zrealizować swoją wizję. Ryszard Grobelny ma je już za sobą - podkreślał Jaśkowiak w rozmowie z Tomkiem Cylką z "Wyborczej" w październiku 2010 r.

Zdobył wówczas 7,2 proc. głosów. To był wynik powyżej oczekiwań, choć nieco gorszy niż 9,3 proc., jakie My-Poznaniacy uzyskali w wyborach do rady miasta (i mimo to nie zdołali do niej nikogo wprowadzić).

2. Jeszcze półtora roku przed kolejnymi wyborami - gdy w 2013 r. wstępował do PO - Jaśkowiak twierdził, że nie zamierza już więcej kandydować na prezydenta Poznania. Przekonywał, że nie interesuje go przecinanie wstęg, woli działać "z drugiego szeregu".



Wtedy nikt nie zwrócił na to większej uwagi. Bo scenariusz, w którym Platforma wyznacza właśnie Jaśkowiaka na swojego kandydata, wydawał się jeszcze całkowitym science-fiction.

3. Koniec końców - ponieważ wykruszały się kolejne pomysły na kandydatów (Filip Kaczmarek, Mariusz Wiśniewski, Marek Woźniak...) - padło jednak na Jaśkowiaka. Ciekawe było uzasadnienie wspomnianego Filipa Kaczmarka, wówczas szefa poznańskiej PO:

Czy Jaśkowiak różni się czymś od Grobelnego? W felietonach na łamach "Głosu [Wielkopolskiego]" zdarzało mu się chwalić prezydenta.
- Jeżeli Grobelny ma w końcu przegrać, to wygrać z nim może tylko ktoś podobny.


Ale i Kaczmarek przyznawał, że Jaśkowiak "na pewno nie jest faworytem" w starciu z Grobelnym.

4. Być może jedyną osobą, która od początku wierzyła w powodzenie projektu "Jaśkowiak 2014", był Rafał Grupiński. Szef wielkopolskiej PO (jest nim do dziś, choć ostatnio zamienił Sejm na Senat) już w połowie września, a więc dwa miesiące przed wyborami, wypalił na konferencji:

- Rzadko jestem w polityce czegoś tak pewny jak tego, że to jest jego [Ryszarda Grobelnego - red.] ostatnia kadencja jako prezydenta miasta.

Dziennikarze wręcz osłupieli, bo Grobelny wydawał się nie do ruszenia, sondaże dawały mu 40-50 proc. już w I turze. Z późniejszych wypowiedzi Grupińskiego wynika, że Platforma musiała mieć jakieś pogłębione badania wśród poznaniaków, z których przebijały - z pozoru niedostrzegalne - zmęczenie Grobelnym i chęć zmiany prezydenta miasta.

5. Jak już jesteśmy przy sondażach... Mniej więcej w tym samym czasie, gdy Grupiński wieszczył koniec rządów Grobelnego, Radio Poznań Merkury zleciło sondaż. Dużo ciekawsze od głównych wyników było to, że zapytano ludzi, czy sami z siebie potrafią wymienić kandydatów na prezydenta.

Co się okazało? Aż połowa nie znała żadnego. Z tych, co kogoś jednak kojarzyli, niemal wszyscy wskazywali Grobelnego. Dla porównania - Jaśkowiaka potrafiło wymienić zaledwie 3 proc. mieszkańców. Zaznaczmy: to wszystko półtora miesiąca przed wyborami.

6. Już w trakcie kampanii Jaśkowiak dostał od Grobelnego... autograf. Na książce "Maraton", która była wywiadem-rzeką z ówczesnym prezydentem. Jego konkurent poszedł na spotkanie autorskie i grzecznie ustawił się w kolejce po podpis.

Sztabowcy Grobelnego oczywiście nie mogli przepuścić takiej okazji - i wśród paru fotek wrzuconych na Facebooka była właśnie ta z Jaśkowiakiem.



Krytycy Jaśkowiaka zawyli ze śmiechu, szeregowi działacze Platformy irytowali się, że ich kandydat w ogóle nie powinien był iść na to spotkanie. Miejski aktywista (jeszcze nikt nie sądził, że przyszły poseł) Franciszek Sterczewski przerobił fotkę tak, jakby Grobelny napisał Jaśkowiakowi dedykację: "Gratuluję drugiego miejsca w wyborach".

A co w rzeczywistości napisał Grobelny? "Konkurencja zawsze rozwija".

7. Teraz coś wstydliwego dla mnie... a właściwie dla mojej ówczesnej redakcji. Gdy w ramach cyklu rozmów z kandydatami Tomek Cylka i ja zrobiliśmy w "Wyborczej" obszerny wywiad z Jaśkowiakiem - przez pomyłkę poszedł w wersji bez autoryzacji.



Przyczyna była banalna - jak zresztą w przypadku 99 proc. błędów w redakcjach, do których potem nieznający kulis dorabiają jakieś ideologie i rzekome intencje, jakie za tym stały.

Po prostu redaktor prowadzący gazetę dostał w mailach ode mnie dwie wersje. Jedną jeszcze przed autoryzacją (żeby mógł zobaczyć, ile miejsca mniej więcej zajmie wywiad, i wstępnie rozplanować go na makiecie). Drugą - już po. I przez pomyłkę, szykując docelowe strony gazety, zrobił kopiuj-wklej z tej pierwszej.

W efekcie wszystkie zmiany dokonane w autoryzacji przez Jaśkowiaka wyleciały do kosza.

Gdy tylko to zobaczyłem rano na papierze, zadzwoniłem osobiście do Jaśkowiaka. Chciałem mu wyjaśnić pomyłkę i za nią przeprosić - zanim zaatakuje nas sztab Platformy. Jaśkowiak podszedł do sprawy ze zrozumieniem. Inna rzecz, że te jego zmiany w autoryzacji nie były jakieś poważne.

Sprawa rozeszła się po kościach, może dlatego, że to było jeszcze w październiku i niewiele wskazywało na jakikolwiek sukces Jaśkowiaka w wyborach. Gdyby taka wtopa zdarzyła się przed II turą - pewnie odbiłaby się o wiele głośniejszym echem.

8. Wyniki wyborów prezydenckich można było obstawiać u bukmacherów. Oczywiście kurs na Grobelnego był niziutki. Na jego konkurentów - wysoki. Zainteresował się tym sam Jaśkowiak i parę tygodni przed I turą doszło między nami do takiej rozmowy:

- Zdecydowałem, że faktycznie postawię. Tylko jeszcze się zastanawiam, czy pięć, 10, czy może 50...
Tylko tyle? To mało odważnie pan stawia.
- Może i tak. Ale nawet jeśli to będzie 10, to przy tym kursie po potrąceniu podatku wygram jakieś 130 tysięcy.
Tysięcy? To znaczy, że pan miał na myśli pięć, 10 albo 50 tysięcy złotych?!
- Właśnie tak!


Koniec końców Jaśkowiak do bukmachera jednak nie poszedł, wysłał tam tylko żonę, od której nie chcieli przyjąć więcej niż 200 zł. Kurs na Jaśkowiaka to była wtedy 18-krotnia przebitka. Gdyby faktycznie postawił 50 tys. zł - wygrałby prawie milion!

9. Scena z wieczoru wyborczego Ryszarda Grobelnego, której byłem świadkiem i którą lubię przytaczać na dowód tego, jakim pewniakiem do zwycięstwa wydawał się ówczesny prezydent.

Do ogłoszenia wyników I tury został jakiś kwadrans. W sztabie jest już włączony telewizor. Na antenie WTK pada zapowiedź, że już chwilę przed godz. 21 telewizja pokaże słupki z wynikami poszczególnych kandydatów - tyle że jeszcze bez nazwisk.

- No ale przecież i tak wiadomo, czyj będzie najwyższy - śmieje się Grobelny.

I owszem, jego słupek jest najwyższy, ale to tylko 28,6 proc. Dużo mniej niż dawały mu sondaże. Już po wyborach Grobelny przyzna: - Tak naprawdę to już wtedy wiedziałem, że przegrałem.

10. Ale i Jaśkowiak wcale nie mógł być spokojny po wstępnych sondażowych wynikach. Wcale nie było takie pewne, czy w ogóle... wejdzie do II tury. Exit polle nie były jednoznaczne. W jednym z nich Jaśkowiak i Tadeusz Dziuba z PiS mieli identyczny wynik - po 21 proc.

Mało tego! Po zliczeniu głosów z części lokali - jakoś w środku nocy - to Dziuba był ciut przed Jaśkowiakiem i wydawało się, że faktycznie to on może wejść do II tury z Grobelnym. Ostatecznie jednak Jaśkowiak wyprzedził go o niespełna 2 pkt proc. i 3 tys. głosów.

To paradoks, na który wielokrotnie zwracałem uwagę: wystarczyłoby te 3 tys. głosów więcej na kandydata PiS i Jaśkowiak w ogóle nie zostałby prezydentem Poznania. A miastem przynajmniej przez kolejne cztery lata rządziłby Grobelny, z którym w II turze Dziuba czy ktokolwiek inny z PiS nie miałby przecież szans.

11. Jeszcze jedna scena z wieczoru wyborczego po I turze - tym razem ze sztabu Platformy. I nie w Poznaniu, tylko w Warszawie, gdzie głos zabrała ówczesna premier i szefowa partii Ewa Kopacz.



Premier Kopacz podkreślała, że partia musi się zmobilizować, aby rozstrzygnąć na swoją korzyść wyborcze "dogrywki" w dużym miastach. Wspomniała o Poznaniu. Tyle że zapomniała (albo - co też możliwe - w ogóle nie wiedziała), jak nazywa się tutejszy kandydat PO na prezydenta.

- Jestem przekonana, że II tura udowodni, że w tej II turze tak wspaniali ludzie jak Hanna Gronkiewicz-Waltz, Dutkiewicz we Wrocławiu, w Poznaniu... nasz kandydat na prezydenta - będą zwycięzcami - mówiła Kopacz, ewidentnie nie pamiętając, jak ten "nasz kandydat" ma na nazwisko.

Naigrywaliśmy się z tego strasznie w redakcji. Zresztą właśnie od tego wątku zaczęliśmy późniejszy wywiad z Jaśkowiakiem przed II turą (tym razem już bez wtopy z autoryzacją).

12. Jeszcze większą wesołość w redakcji (przypuszczam, że nie tylko naszej) budził "Newsletter Wyborczy Poznania". To był codzienny biuletyn, który sztab Grobelnego zaczął rozsyłać dziennikarzom po I turze wyborów. Dzięki Facebookowi zachowała się treść pierwszego odcinka:

NEWSLETTER WYBORCZY POZNANIA

Przed 16 listopada Jacek Jaśkowiak chętnie mówił o tym, kogo widziałby na stanowiskach wiceprezydentów w przypadku, gdyby to on wygrał wybory (debata Grobelny: Jaśkowiak w Głosie Wielkopolskim).

Tymczasem, tuż po pierwszej turze głosowań, zmienił front i na pytanie dziennikarza TVP Poznań podczas Wywiadu Teleskopu o obsadzanie stanowisk, wymijająco odpowiedział, że woli poczekać z decyzjami do zakończenia wyborów.

Flirt z dotychczasowymi kontrkandydatami i ich elektoratem, czy pierwsza oznaka zniewolenia partyjnego? W pierwszym przypadku Jacek Jaśkowiak pokazałby język swoim partyjnym kolegom, którzy z pewnością mają własne preferencje co do obsady kluczowych stanowisk w Mieście. W drugim, język byłby skierowany do wyborców - oto ja, kandydat, który żadnej decyzji sam nie może podjąć, a z tych, które kiedyś podjąłem, pod naciskiem partii, muszę się wycofać.

- Jacek Jaśkowiak łatwo zmienia zdanie. Wniosek jest jeden: PO wybrała sobie bardzo niepewną osobę na swojego kandydata – opisuje wczorajszą rozmowę z Jackiem Jaśkowiakiem w studiu TVP Poznań prezydent Poznania Ryszard Grobelny.

Jacek Jaśkowiak podaje nieprawdziwe informacje, mówiąc, że finanse miasta są w złej kondycji. Wystarczy spojrzeć na najnowszy raport agencji ratingowej Fitch, która oceniła Poznań na najwyższym możliwym do uzyskania przez polski samorząd poziomie ratingowym, równym ocenie wiarygodności kredytowej kraju

- Rating Poznania odzwierciedla dobre zarządzanie finansami oraz skuteczne zarządzanie kosztami, co zapewniło Miastu wysoką zdolność do finansowania inwestycji z własnych środków. Poznań jest jednym z najsilniejszych ośrodków gospodarczych w kraju. Zróżnicowana i bogata gospodarka miasta, zdominowana przez usługi, przyczyniła się do osiągnięcia PKB na mieszkańca dwukrotnie wyższego od średniej krajowej oraz najniższej wśród polskich miast stopy bezrobocia. - czytamy w raporcie Fitch Ratings.

Również wczoraj prezydent Poznania Ryszard Grobelny wezwał Pana Jaśkowiaka do merytorycznej debaty. Zaproponował spotkanie twarzą w twarz, bez tematów tabu! Spotkanie odbędzie się w środę o 15:00. Miejsce jeszcze dziś Państwu doprecyzujemy.


13. To "spotkanie twarzą w twarz, bez tematów tabu" miało się odbyć w Wyższej Szkole Umiejętności Społecznych. Zaproponowana przez sztab Grobelnego debata ostatecznie nie doszła do skutku. Bo Jaśkowiakowi nie spodobały się jej warunki.

Poszło między innymi o prowadzącego debatę. Miał nim być Przemysław Terlecki, były dziennikarz, a dziś dyrektor Wielkopolskiego Muzeum Niepodległości. Jednak wtedy był kojarzony w dużej mierze jako rzecznik Trigranitu - firmy, która we współpracy z PKP zbudowała nowy dworzec.



A Jaśkowiak w kampanii bardzo krytykował ten twór i obiecywał przywrócenie podróżnym dworca kolejowego z prawdziwego zdarzenia. Dlatego tak wkurzył go pomysł z Terleckim.

- To zupełnie tak, jakbym ja zaproponował, żeby debatę prowadziła Ewa Wójciak - pieklił się Jaśkowiak. Podany przez niego przykład był wymowny - dyrektorka Teatru Ósmego Dnia była ostro skonfliktowana z ówczesnymi władzami miasta.

14. Mimo wszystko parę innych debat się odbyło. Jedna z nich - w Radiu Merkury - zakończyła się awanturą wokół rzeczniczki sztabu Grobelnego. Jednak najostrzej było przed II turą w studiu WTK.

Tam Jaśkowiak po kilkunastu minutach wyglądał jak po ciężkim nokaucie. Grobelny niemiłosiernie okładał go sprawą złamania ustawy antykorupcyjnej, Jaśkowiak ripostował sprawą kulczykparku (choć nie dodawał, że prezydent został ostatecznie uniewinniony).

Jak się potem okazało - te retoryczne popisy Grobelnego nie mogły go już uchronić przed porażką.

15. Podczas wspomnianej debaty w WTK chyba najbardziej dobitnie wybrzmiało to, co Jaśkowiak powtarzał od początku kampanii, czyli że zamierza być prezydentem najwyżej przez dwie kadencje.

- Nie zamierzam się przyspawać do tego stołka. Uważam, że dwie kadencje, osiem lat to jest wystarczający okres, żeby pewne rzeczy zrealizować - podkreślał.

Jak wiadomo - jakiś czas temu zmienił zdanie i nie wyklucza startu na trzecią kadencję.



16. Jak to bywa w kampanii wyborczej - obaj kandydaci byli niezwykle dostępni dla dziennikarzy. Z dnia na dzień (dosłownie! - z wtorku na środę) udało nam się umówić godzinne wywiady z każdym z nich.

W innych okolicznościach byłoby to niemożliwe. Wywiady z urzędującym prezydentem miasta takiego jak Poznań zwykle trzeba umawiać co najmniej z kilkudniowym, albo wręcz kilkutygodniowym wyprzedzeniem.

17. Prezydent Grobelny, szukając przed II turą poparcia wśród prawicowych wyborców, obskakiwał w każdą niedzielę po dwie msze św. Zapytałem go - w dniu głosowania - czy to przypadek. Przyznał mi wtedy, że był w tym element strategii wyborczej.

18. Zapewne to jeżdżenie z mszy na mszę przyczyniło się też do tego, że Grobelny w II turze szedł zagłosować wyjątkowo późno - około godz. 19. Żeby było zabawniej - po drodze do lokalu wyborczego jechał z Radojewa m.in. ulicą Jaśkowiaka (oczywiście nie Jacka, tylko Franciszka). Nie był jednak przesądny i nie ominął jej.

Całkiem zabawna była też scena, gdy 23-letnia wówczas córka prezydenta wzięła kartę wyborczą i nie postawiła krzyżyka od razu, tylko spędziła nad nią dłuższą chwilę.

- Może się zastanawia, na kogo zagłosować - zażartował Grobelny.

Wszystko to działo się nie dość, że późno, to jeszcze na Morasku. Tymczasem już o godz. 20.30 miałem zacząć relacjonować wieczór wyborczy Grobelnego w centrum miasta. A po drodze - jeszcze zahaczyć o redakcję i coś na szybko napisać.

Nic dziwnego, że gnałem 80 km/h po ul. Morasko, choć ograniczenie było tam do 40 km/h. Na całe szczęście policja - a konkretnie dwie sympatyczne policjantki - były na posterunku.



Żartowaliśmy potem w redakcji, że mandat powinien zapłacić sztab Grobelnego, ale darujemy mu - i tak miał wtedy na głowie inne, dużo poważniejsze problemy.

19. W sztabie Grobelnego już na wejściu czuło się, że mają przecieki z exit polli i że nie są to wieści korzystne dla prezydenta. Zresztą wskazywały na to również wcześniejsze sondaże - kilka dni przed II turą nastąpiła "mijanka" i Jaśkowiak wyszedł na prowadzenie.

Współpracownicy Grobelnego przyznawali, że ludzi na jego wieczorze wyborczym jest wyraźnie mniej niż jeszcze 2 tyg. wcześniej, i z żalem snuli przypuszczenia, że część jego dotychczasowych stronników tym razem wybrała wieczór w sztabie Jaśkowiaka.

20. Wspominałem coś o exit pollach? Taki sondaż firmy Gemini dla WTK jeszcze w I turze nie był zbyt dokładny... za to w II turze okazał się wręcz perfekcyjny. Różnica między exit pollem a prawdziwym wynikiem tej wyborczej dogrywki wynosiła zaledwie 0,06 punktu procentowego.



Bardzo ciekawe okazały się deklaracje wyborców, zapytanych przez Gemini, na kogo głosowali dwa tygodnie wcześniej. Gdyby im wierzyć - wychodziłoby, że I turę dość wyraźnie wygrał Jaśkowiak przed Grobelnym (a przecież było odwrotnie).

Wynikało z tego, że być może część wyborców Grobelnego z I tury zostało w domach, ale niektórzy z tych, co poszli (i - zapewne - zmienili preferencje) - naściemniali ankieterom, że wcześniej też głosowali na Jaśkowiaka.

21. Mniej oficjalną część wieczoru Jaśkowiak spędził w Meskalinie na Starym Rynku. Zwycięstwo świętował tam ze społecznikami, m.in. tymi, którzy poparli go przed II turą.

Zaśpiewano m.in. "Happy birthday Mr. President" (trochę z czapy, bo Jaśkowiak ma urodziny w... marcu).

W zeszłym roku przypomniałem tamte wydarzenia właścicielowi zamykającej się wtedy właśnie Meskaliny - i już tak miło nie było.



22. Wśród licznych gratulacji, jakie w tamtą wyborczą noc odbierał Jaśkowiak, znalazł się też SMS ode mnie.

To była jedna z pierwszych rzeczy, jakie zrobiłem po oficjalnym ogłoszeniu wyników. Oczywiście także pogratulowałem Jaśkowiakowi wygranej, ale napisałem mu też, że będziemy mu patrzyć na ręce równie uważnie jak wcześniej prezydentowi Grobelnemu.

Tamtą deklarację staram się wypełniać nie tylko na co dzień, ale też przez coroczne sprawdzanie realizacji obietnic Jaśkowiaka. Tym razem, ze względu na kampanię parlamentarną i przesunięcie wyborów samorządowych, takie zestawienie wyjątkowo zrobię na wiosnę.

23. Zdarzył się jeszcze - na sam koniec - niemiły zgrzyt pomiędzy Grobelnym a "Wyborczą". Której ustępujący wówczas prezydent bardzo nie lubił i pod koniec swoich rządów dość otwarcie dawał temu wyraz.

Co to był za zgrzyt? Chodziło o to, że wywiad przeprowadzony z Grobelnym kilka dni po wyborach zatytułowaliśmy: "Będą o mnie pisać jak o Cyrylu Ratajskim".



To z pozoru cytat z tego wywiadu. Rzecz w tym, że Grobelny takich słów nie powiedział - on tylko stwierdził, że chciałby, aby kiedyś tak się o nim pisało.

- A to jest różnica! - mówił potem, poirytowany, wytykając nam ten tytuł. Przyznaję, że było mi trochę głupio. To było na pożegnalnym spotkaniu z dziennikarzami, które Grobelny zorganizował 8 grudnia, w dniu przekazania władzy.

Ciekawi, skąd wziął się taki tytuł? I znów - banalne niedopatrzenie. Było tak: koleżanka, która była wtedy współprowadzącą piątkowego, tzw. magazynowego wydania poznańskiej "Wyborczej" (w którym poszedł ten wywiad), zawołała do mnie:

- Czy możemy dać tytuł: "Będą o mnie pisać jak o Cyrylu Ratajskim"?

- Tak, tak - odparłem odruchowo, pochłonięty akurat pisaniem jakiegoś zupełnie innego tekstu (i nieszczególnie skupiony na tym, co koleżanka powiedziała).

Gdy następnego dnia wziąłem do ręki gazetę i zobaczyłem, o co jej chodziło z tym tytułem - było już oczywiście za późno. Oczywiście Grobelny o tym nie wiedział i oczywiście odczytał to jako ostatnią, zamierzoną, poczynioną na odchodne złośliwość ze strony nielubianej przez niego redakcji.

24. Nietypowy przebieg miało ślubowanie Jacka Jaśkowiaka. Nowy prezydent powtórzył treść przysięgi podyktowaną przez szefa miejskiej komisji wyborczej, ale w emocjach zapomniał, że może dodać na koniec "Tak mi dopomóż Bóg" (na nagraniu - od 1:20).

Dlatego dopiero po kilkudziesięciu sekundach dorzucił zapomnianą formułkę.



25. A na koniec coś z książki "Dżej Dżej", czyli z wywiadu-rzeki, który w 2017 r. z Jaśkowiakiem przeprowadzili Violetta Szostak i Włodzimierz Nowak:


Spodobał Ci się ten tekst? Możesz go udostępnić: