Poznań Spoza Kamery

#polityka  #Poznań  #wybory  #samorząd  #inwestycje

6 sierpnia 2022

Podwyżka podwyżce nierówna - czyli przypominamy, jak to bywało do tej pory z cenami biletów ZTM i MPK w Poznaniu

#Poznań #ZTM #MPK #Jacek Jaśkowiak #Ryszard Grobelny #podwyżki #bilety #komunikacja miejska

SEWERYN LIPOŃSKI
6 sierpnia 2022

Szykuje się kolejna podwyżka cen biletów albo cięcia kursów - zapowiada prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak. Temat drożejącej komunikacji miejskiej wraca jak bumerang co kilka lat. Przypomnijmy, jak podobne zapowiedzi kończyły się przy poprzednich okazjach.

Prezydent Jacek Jaśkowiak w środku wakacji zelektryzował opinię publiczną. W długim wywiadzie dla portalu Business Insider zapowiedział:

Wyzwaniem będzie wzrost kosztów utrzymania MPK, który będzie wyższy o 100 mln zł. Rada miasta będzie musiała zdecydować, w jakim kierunku pójdziemy. By utrzymać jakość transportu publicznego w Poznaniu, będzie trzeba podnieść ceny biletów

Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak, źródło: Business Insider



Jeszcze chwilę temu wydawało się to mało prawdopodobne. Przecież niemal dopiero co - latem 2020 r. - weszła poprzednia podwyżka.

- Na dzień dzisiejszy nie prowadzimy takich analiz. W tym momencie ciężko sobie wyobrazić, żeby taka kolejna dyskusja [o podwyżkach cen biletów] mogła mieć miejsce - mówił Jan Gosiewski, dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego, gdy rozmawialiśmy w listopadzie zeszłego roku.



Tyle że podwyżki cen w komunikacji miejskiej to zawsze decyzja polityczna. Tak było, jest i będzie, co zresztą zauważa sam Jaśkowiak. Mówi o "politycznej odwadze". I o tym, że jeśli jej zabraknie, to konieczne będzie cięcie kursów.

To w zasadzie nic nowego. Temat powraca praktycznie co kilka lat i zawsze ma ten polityczny kontekst. Swego czasu Hanna Gronkiewicz Waltz jako prezydent stolicy straszyła nawet "smutnym tramwajem", gdyby Jacek Sasin - jej ówczesny rywal w wyborach - zrealizował swój postulat i wprowadził darmową komunikację.

Gdy latem 2011 r. pogłoski o możliwych podwyżkach cen biletów krążyły po Poznaniu, moi starsi koledzy z "Wyborczej" przekonywali, że żadnych podwyżek nie będzie "przed wyborami".

- Jakimi znów wyborami? - zastanawiałem się. Bo owszem, wybory się wtedy zbliżały, ale nie samorządowe, tylko parlamentarne.

To była jeszcze moja młodzieńcza naiwność. Nie myślałem takimi kategoriami, że jak poznańscy radni Platformy Obywatelskiej zagłosują za droższymi biletami, to mieszkańcy w odpowiedzi mogą nie poprzeć partii w wyborach parlamentarnych.

Tak czy inaczej, stało się dokładnie tak, jak przewidywali bardziej doświadczeni koledzy. Żadnych podwyżek przed wyborami 2011 faktycznie nie było. Mało tego - władze miasta "wydłużyły" 15- i 30-minutowe bilety w związku z uciążliwymi remontami przed Euro 2012.

Za to krótko po wyborach parlamentarnych - już bez takich oporów - radni PO ramię w ramię z ekipą ówczesnego prezydenta Ryszarda Grobelnego przegłosowali serię aż trzech (!) podwyżek cen biletów komunikacji miejskiej.

Teraz sprawa jest o tyle ciekawa, że przecież na horyzoncie są i wybory parlamentarne, i samorządowe (nawet jeśli te ostatnie zostaną przesunięte na 2024 r.). Rządzący i opozycja ruszyli w teren - zupełnie jakby trwała już kampania wyborcza.

Przyjrzyjmy się zatem, jak to z podwyżkami cen biletów w Poznaniu bywało w przeszłości. Zresztą nie tylko z podwyżkami - bo jak się zaraz przekonacie - obniżki też się czasami zdarzały.

--

LUTY 2008
Rewolucja w cenniku MPK

To była pierwsza podwyżka, którą obserwowałem już jako dziennikarz, i zarazem jedna z bardziej rewolucyjnych. Przed 2008 r. bilety poznańskiej komunikacji miejskiej mogły się wydawać śmiesznie tanie:

- sieciówka kosztowała 65 zł (czyli ulgowa 32,50 zł)
- bilety jednorazowe 10-minutowe były po 1,30 zł (czyli ulgowe po 65 gr!)

Tak, to były te bilety, które - może pamiętacie - dało się kupować w tzw. bloczkach po 10 biletów i wtedy był dodatkowo jedenasty - gratis.

Przegłosowana pod koniec 2007 r. podwyżka wszystko pozmieniała. Ceny biletów skoczyły gwałtownie: sieciówka do 81 zł, bilety jednorazowe - do 2 zł (inna sprawa, że wydłużono je do 15-minutowych).

Czym tłumaczyło się wtedy miasto? Ano - cóż za zaskoczenie - wzrostem kosztów. Co ciekawe, sporządzone przez urzędników uzasadnienie zawierało nawet dość dokładne wyliczenia kwot, jakie budżet miał zyskać na podwyżce:



Wzrosły ceny paliwa, energii i inne koszty utrzymania, a ostatnia podwyżka miała miejsca w 2005 r. Żeby utrzymać poziom usług, ceny biletów musiały ulec zmianie

Adam Pelant, MPK Poznań, wypowiedź z lutego 2008 r.



Z ówczesnych podwyżek - oczywiście obok prezydenta i radnych - musieli tłumaczyć się właśnie przedstawiciele MPK Poznań. Bo żadnego Zarządu Transportu Miejskiego jeszcze nawet nie było.

Zrobiłem wtedy tekst o podwyżkach dla Wiadomości24.pl (to była jedna z moich pierwszych publikacji w tym portalu). Zapytani o podwyżki przypadkowi pasażerowie, jak łatwo się domyślić, zachwyceni nie byli:

– Tak znacząca podwyżka cen nie jest uzasadniona – twierdzi pan Romuald z Piątkowa. Pracuje w centrum, w związku z czym często korzysta z komunikacji miejskiej, która jego zdaniem wcale nie jest najwyższej jakości: – Jest jeszcze, na przykład, dużo starego sprzętu autobusowego.

Drożeją nie tylko pojedyncze bilety, ale też tzw. sieciówki. Średnio o blisko 30 proc. – Te podwyżki w żaden sposób nie poprawiają standardu ani punktualności autobusów, dlatego uważam, że są bezpodstawne – mówi pani Alina, którą zagadnęliśmy na Rondzie Kaponiera. Na razie zmiany w cenniku MPK nie uderzą jej po kieszeni, gdyż ma sieciówkę, kupioną po starej cenie. Ale już przy następnej okazji będzie musiała za nią zapłacić kilkanaście złotych więcej.


No dobra - a jak zagłosowali wtedy miejscy radni? Zmiany cen biletów przeszły większością 19 z 34 głosów:



--

CZERWIEC 2012
Droższe bilety w cieniu Euro

Żyliśmy wtedy rozpoczynającym się Euro 2012 i podwyżka cen biletów znalazła się na drugim czy nawet trzecim planie. Również dla studentów, bo trzeba przyznać, że wprowadzono ją w niezłym momencie.

Czerwiec, a więc sesja, a potem na wakacje do domu. Jeśli ktoś przedłużał sieciówkę jeszcze w maju - mógł do jesieni nawet nie zauważyć zmiany.

Tymczasem zmiana była całkiem istotna. Jednorazowe bilety podrożały do 2,60 zł. Z kolei cena sieciówki zbliżyła się do psychologicznej granicy "stówki" - od czerwca kosztowała już 99 zł zamiast dotychczasowych 81 zł.

Tu trzeba dodać, że w zamierzeniu władz miasta wcale nie była to jednorazowa podwyżka, tylko zaledwie pierwsza z serii trzech. Kolejne miały nastąpić na początku 2013 i 2014 r. Miejscy radni to klepnęli:



Tyle że na tym sprawa się bynajmniej nie skończyła.

--

STYCZEŃ 2013
Zbiórka podpisów i rekord, którego nie było

To prawdopodobnie moment, w którym o cenach biletów w Poznaniu było najgłośniej, przetoczyła się wokół nich cała kilkutygodniowa dyskusja.

Trzeba wyjaśnić kontekst. Miasto nie tylko planowało podnieść ceny drugi raz w ciągu zaledwie paru miesięcy. To wszystko działo się w dość, hmm, nieszczęśliwym momencie:

- trwały inwestycje, z którymi nie udało się zdążyć na Euro, m.in. przebudowa ronda Kaponiera (ta, która potrwa finalnie aż do 2016 r.)

- z tego powodu wiele linii miało pozmieniane trasy, zwłaszcza tramwaje, które omijając Kaponierę musiały jeździć objazdami: 4-kilometrowym przez ul. Strzelecką i Królowej Jadwigi albo 5-kilometrowym przez ul. Dąbrowskiego, Przybyszewskiego i Grunwaldzką

- szybko wyszły na jaw potworne spóźnienia, m.in. jesienią 2012 r. okazało się, że w całym mieście spóźnia się aż 30 proc. tramwajów



Społecznicy argumentowali, że kolejna podwyżka cen biletów jeszcze pogłębi kryzys. Zorganizowali więc zbiórkę podpisów pod projektem "zamrożenia" podwyżek. Zbiórkę prowadziły stowarzyszenia Projekt Poznań, Inwestycje dla Poznania, My-Poznaniacy i KoLiber, pisząc w uzasadnieniu:

Uważamy, że przyjęta w marcu br. uchwała zakładająca kolejną podwyżkę cen biletów od stycznia 2013 jest nieracjonalna i uderza w ideę promocji transportu publicznego. Dlatego też proponujemy zamrożenie podwyżki zaplanowanej od początku 2013 roku.

Z dzisiejszego punktu widzenia aż trudno uwierzyć, że ta inicjatywa połączyła tak różne osoby, bo w zbiórkę zaangażowani byli m.in. obecni radni Klaudia Strzelecka (wówczas jeszcze pod panieńskim nazwiskiem Rajchel) i Paweł Sowa, ówczesny radny, a dziś wiceminister Szymon Szynkowski vel Sęk, czy późniejszy niedoszły kandydat na prezydenta Włodzimierz Nowak.

Dość powiedzieć, że podpisy przeciwko podwyżkom cen biletów zbierano zarówno w ówczesnym biurze PiS przy ul. 27 Grudnia, jak i w mieszczącej się po sąsiedzku redakcji "Gazety Wyborczej". W tej ostatniej odbyła się również cała debata o poznańskiej komunikacji miejskiej.



Prezydent Ryszard Grobelny - któremu z oczywistych powodów zależało na utrzymaniu podwyżek - na swoim blogu pisał z kolei o "mitach" wokół cen biletów.

Także jego podwładnym towarzyszyły spore emocje. Gdy dziennikarz TVN24 poprosił o komentarz ówczesnego szefa ZTM Łukasza Domańskiego, ten odparł: - To wszystko jest sztucznie rozdmuchane. Ilość protestów mam w nosie.

Tymczasem tych protestów, a właściwie podpisów, zebrano ponad 16 tys. To mogła być pierwsza w historii Poznania obywatelska uchwała przegłosowana przez radę miasta. Mogła, bo ostatecznie projekt przepadł w głosowaniu radnych:



Warto dodać, że jednomyślności nie było nawet w szeregach klubu prezydenckiego (Maciej Przybylak konsekwentnie głosował przeciw podwyżkom), ani w Platformie (Łukasz Mikuła tylko zaznaczył obecność, a wcześniej z Mariuszem Wiśniewskim i Dominiką Król proponowali odsunięcie podwyżki w czasie).

Jednak większość zagłosowała przeciw zamrożeniu podwyżek. Prezydent Ryszard Grobelny przekonał radnych m.in. takim argumentem: - Z komunikacji miejskiej korzystamy niezależnie od ceny. W październiku zanotowaliśmy rekordową sprzedaż.

Tu dochodzimy do pewnego zagadkowego zdarzenia. Tak naprawdę żadnego rekordu w październiku 2012 r. nie było, był za to "błąd rachunkowy" ZTM, który podobno przez pomyłkę (?) zawyżył październikową sprzedaż o blisko 11 tys. biletów i ponad 820 tys. zł.

Sprawa wyszła na jaw dopiero rok później dzięki wnikliwości wspomnianego stowarzyszenia Inwestycje dla Poznania. Zrobiło się o tym głośno, temat był omawiany m.in. na forum rady miasta, do której społecznicy wnieśli skargę.

Szerzej o tym zajściu możecie poczytać w tekście "TOP 10 ściem, półprawd i niedomówień prosto z pl. Kolegiackiego":



Do dziś nie wiemy, i już nigdy się nie dowiemy, czy taki błąd w takim momencie był faktycznie przypadkowy, jak potem przekonywali Grobelny i jego urzędnicy.

Tak czy inaczej - radni głosując za utrzymaniem podwyżek o zawyżonych danych nie wiedzieli. Od stycznia 2013 r. bilety podrożały zgodnie z planem: cena sieciówki skoczyła do 107 zł, a biletów 15-minutowych do 2,80 zł.

--

STYCZEŃ 2014
Do trzech podwyżek sztuka

A przecież to jeszcze nie był koniec, bo w przegłosowanym "pakiecie" była też trzecia podwyżka, prawda?

Ta trzecia miała wejść w życie na początku 2014 r. i podnieść ceny biletów do 115 zł za sieciówkę i 3 zł za bilet jednorazowy.

Tego już jednak poznańscy radni nie mogli przetrzymać. Nie przy takim nacisku opinii publicznej, nie przy ciągle rozkopanej Kaponierze, nie przy tylu argumentach o słabości komunikacji miejskiej.

I nie przy drastycznym spadku sprzedaży biletów, który - wbrew wcześniejszym argumentom prezydenta Grobelnego - w pierwszym kwartale 2013 r. wyniósł blisko 9 proc.



Już w czerwcu 2013 r. przepytałem radnych z komisji gospodarki komunalnej. I wyszło, że niemal nikt nie jest za utrzymaniem zaplanowanej trzeciej podwyżki, nawet radni PO - a to ich głosy były tu kluczowe.

Tak się faktycznie stało. Tuż przed wakacjami, na sesji rady miasta w lipcu, rada miasta wycofała się z przegłosowanej wcześniej podwyżki cen biletów.

Zresztą dodatkowym argumentem, by z niej zrezygnować, było zaplanowane na 2014 r. wprowadzenie systemu PEKA...

--

LIPIEC 2014
Wielkie zmiany i jeszcze większy bałagan

No właśnie - wprowadzenie systemu PEKA.

Mieszkaliście w Poznaniu latem 2014 r.? Jeśli tak, to z pewnością kojarzycie zamieszanie, jakie wybuchło w pierwszych dniach lipca.

Długie kolejki do punktów ZTM w całym mieście. Brak zwykłych biletów w kioskach. Niedziałające karty PEKA. Niedziałające (lub wyświetlające dziwne komunikaty) czytniki PEKA w tramwajach i autobusach. Pieniądze znikające z internetowych kont pasażerów.

Dziękowałem Bogu, że przezornie przedłużyłem sieciówkę jeszcze w czerwcu, dzięki czemu ominęły mnie te wszystkie "atrakcje" i mogłem pozostać jedynie ich biernym obserwatorem.



Mało kto w tym bałaganie zauważył, że przy okazji zmieniły się ceny biletów: sieciówka potaniała znów do 99 zł, zaś cena zwykłego, najtańszego papierowego biletu skoczyła do 3 zł (pierwotnie w ogóle miało go nie być, najtańszą opcją miał być półgodzinny bilet za 4,60 zł).

Na wszelki wypadek nie zmieniaj cen biletów papierowych. Jeśli z czytnikami coś jednak będzie nie tak i ludzie – mimo dobrych chęci – nie będą mogli skorzystać z PEKI, to wprowadzenie biletów za 3 zł i 4,60 zł odbiorą jako chamską podwyżkę cen biletów - kpiłem w przytoczonym wyżej tekście z prześmiewczą instrukcją wprowadzania PEK-i, którą w ZTM zapomnieli przeczytać.

System PEKA miał wejść wcześniej. Jednak prace się ślimaczyły i termin kilka razy przesuwano. Jego wprowadzenie tak naprawdę oznaczało totalną rewolucję w cennik biletów - zwłaszcza że wraz z nim powstała zupełnie nowa taryfa przystankowa:

1 przystanek: 0,60 zł
3 przystanki: 1,60 zł
7 przystanków: 2,80 zł

...itd. Wprowadzenie systemu PEKA i związane z nim zmiany głosowano na sesji rady miasta w styczniu. Nie było łatwo. Radni domagali się większych upustów dla pasażerów. Prezydent Grobelny ostrzegał:

- Mam obawy finansowe. Państwo proponujecie obniżenie cen. Chcę wiedzieć, jakie to rodzi skutki dla budżetu. Ad hoc nie jestem w stanie tego określić.

Dlatego sesja ciągnęła się do godz. 22. Pamiętam, że deadline gazety mieliśmy jakoś po godz. 21, tymczasem wyniku głosowania ciągle nie było. Z redaktorem naczelnym poznańskiej "Wyborczej" - który tego dnia prowadził gazetę - zastanawialiśmy się, co w tej sytuacji zrobić.

Zagrałem wtedy all-in: - Wiem, jakie są poprawki, wiem, kto jak zagłosuje. To na pewno przejdzie. Tylko nie wiadomo o której. Napiszmy, że przegłosowali, mam gotowy tekst. Gwarantuję, że będzie dokładnie tak, jak napisałem.

Tak zrobiliśmy. Tekst o tym, że radni przegłosowali system PEKA i nowe ceny biletów, poszedł do drukarni...



...choć w rzeczywistości głosowanie odbyło się dopiero jakieś 20-30 min później.

Trzymałem tylko kciuki, żeby w ostatniej chwili coś się nie wysypało, bo np. radny Przemysław Alexandrowicz - znany z takich akcji - mógł w każdej chwili wyciągnąć statut miasta i uzasadnić, że sesja trwa za długo, więc należy ją przerwać.

Nic takiego się nie wydarzyło. System PEKA został klepnięty głosami PO i klubu prezydenckiego. Z tym że chaosu i kłopotów, jakie ściągnie na ekipę Grobelnego debiut PEK-i, nie przewidział nikt.

--

LISTOPAD 2015
Grosz do grosza i będzie...

A teraz - dla odmiany - nie o podwyżce, tylko o... obniżce cen biletów.

Tak - to też się zdarzyło! Przy okazji przeskakujemy w zupełnie inną epokę. To już nie prezydent Grobelny ani jego zastępca Mirosław Kruszyński, tylko prezydent Jacek Jaśkowiak, jego zastępca Maciej Wudarski i spółka.

- Chcemy, żeby tPortmonetka była jeszcze bardziej atrakcyjna w stosunku do biletów papierowych. Nie wycofujemy się z biletów papierowych, ale zachęcamy klientów do korzystania z karty PEKA i tPortmonetki - zapowiadał Wudarski w rozmowie z "Głosem Wielkopolskim".

To oczywiście nie była żadna rewolucja. Za zgodą radnych w listopadzie 2015 r. cena sieciówki pozostała taka sama, a ceny pojedynczych przejazdów z kartą PEKA poszły w dół, ale w sposób kosmetyczny, np.:

7 przystanków: 2,60 zł zamiast 2,80 zł
10 przystanków: 2,82 zł zamiast 3,12 zł

Mimo wszystko był to pewien ukłon w stronę pasażerów komunikacji miejskiej. Taki gest, na co stawiają nowe władze miasta. Wiceprezydent Wudarski wielu swoich priorytetów nie zrealizował. Ale to jedno trzeba mu oddać: odrobinę obniżył ceny biletów.

--

LIPIEC 2020
Prezydent Jaśkowiak w końcu się ugiął

To już, że tak powiem, historia najnowsza.

Prezydent Jacek Jaśkowiak długo wstrzymywał się przed podnoszeniem cen biletów ZTM. Długo, bo przez pięć lat, ale w końcu pękł. Gdy budżet miasta zrobił się naprawdę napięty...



...to okazało się, że najłatwiej załatać go (albo przynajmniej spróbować to zrobić), podnosząc ceny biletów komunikacji miejskiej. Dlatego w projekcie budżetu na 2020 r. znalazł się taki zapis:

Zaplanowano dochody z tytułu:
- sprzedaży biletów komunikacji miejskiej (192.832.608 zł), co oznacza wzrost wpływów o 8,9% w stosunku do planu na 2019 rok - planuje się dokonanie zmiany taryfy biletowej w trakcie 2020 roku


To było jednak całkowicie sprzeczne z deklaracjami Jaśkowiaka z 2014 r. Dlatego poświęciłem jego zapowiedziom cały osobny tekst.



Już od pierwszych zapowiedzi widać było, że Jaśkowiak nie czuje się w tej sytuacji komfortowo, asekurował się deklaracjami, że chce iść na rękę najczęściej korzystającym z komunikacji itd. Dlatego sieciówki miały podrożeć najmniej.

Ale ostatecznie i one poszły mocno w górę - z 99 zł do 119 zł. To przy założeniu, że ktoś rozlicza podatki w aglomeracji i przysługuje mu tzw. bilet metropolitalny, bo inaczej musi płacić już 149 zł. Wyraźnie podrożały też pojedyncze przejazdy z tzw. tPortmonetką na karcie PEKA.



A wiecie, co jest w tej historii najśmieszniejsze, i najsmutniejsze zarazem?

To, że ostatecznie ta kontrowersyjna podwyżka, za przeproszeniem, g... dała. Zbiegła się bowiem z pandemią i różnymi lockdownami. Komunikacja miejska niemal w jednej chwili straciła jakieś 30 proc. pasażerów.

Dlatego do miejskiej kasy w 2020 r. wpłynęło z biletów nie ponad 200 mln zł - jak szacowały władze miasta - tylko zaledwie 138 mln zł. Także w 2021 r. ZTM przeszacował oczekiwane wpływy. Dopiero teraz frekwencja w tramwajach i autobusach powoli wraca do normalnego poziomu.

Tymczasem krytycy Jaśkowiaka nie omieszkali skorzystać z okazji. Tu i ówdzie wytykają mu "najdroższą komunikację w kraju". To nie do końca prawda, bo jeśli tylko ktoś korzysta z taryfy przystankowej na karcie PEKA, to ta komunikacja wcale taka droga nie jest...

...tyle że gdy miasto chciało o tym przypomnieć, to zrobiło to w najgłupszy możliwy sposób, robiąc wyjątkowo toporną kampanię "Poznań wśród najtańszych".


Ceny biletów za Grobelnego i Jaśkowiaka




Spodobał Ci się ten tekst? Możesz go udostępnić: